Przykłady kuracji odchudzających, cz.4: Stanisław

gym-455164_960_720

Trafił do mnie jako pacjent, skierowany przez lekarza kardiologa. Stanisław przeszedł ciężki, rozległy zawał. Miał tak ogromną nadwagę, że dzieci zawiązywały mu buty. Bez ich pomocy był zupełnie bezradny. Kardiolog kategorycznie zalecił Stanisławowi utratę wagi, jako warunek zasadniczy, by zawał się nie powtórzył.

Stanisław z zawodu był przedstawicielem wielkiej firmy handlowej, prowadzącej rozległe interesy. Z racji obowiązków zawodowych musiał uczestniczyć w wielu przyjęciach, kolacjach służbowych i recepcjach. Mawiał żartobliwie, że jest ofiarą swojego trybu życia i … darmowych przyjęć. – Nie ma takiego darmowego befsztyka, który byłby niesmaczny – twierdził. To bezpłatne przyjęcia sprawiły, że w ciągu kilku lat pracy utył kilkadziesiąt kilogramów.

Dopiero przebyty zawał sprawił, że musiał zmienić swoje poglądy na temat służbowych przyjęć i ostro wziąć się za siebie. Zaczęliśmy od specjalnie dla niego opracowanej diety. Niestety na początku Stanisław był za gruby nawet na średnio intensywny trening. Zaczęliśmy więc od diety i codziennych marszów. Stanisław zaczął chudnąć, ale bardzo, bardzo powoli. Muszę też przyznać, że był jednym z trudniejszych pacjentów.

Gdy „ruszyła się” waga Stanisława opracowałem specjalny zestaw ćwiczeń. Po jakimś czasie pacjent mógł wrócić do swoich obowiązków zawodowych, wzbogacony o wiedzę na temat kaloryczności potraw. Nosił zresztą ze sobą ustawicznie tabele, mimo iż wiedział już wtedy co może jeść, w jakich ilościach, a z czego musi zrezygnować (niemal) całkowicie. Śmiał się, że rzut oka na tabelę pomaga mu się „opamiętać w chwili słabości”.

Na razie wszystko idzie we właściwym kierunku, a pacjent jest pełen dobrej woli i optymizmu, choć kuracja zapowiada się nie na miesiące, a na lata. Stanisław ma pełną świadomość, że musi trzymać taki kurs, jeśli oczywiście nie chce doprowadzić do kolejnej katastrofy i załamania zdrowotnego.