Przykłady kuracji odchudzających, cz.2: Krystyna

running-498257_960_720

Pani Krysia na pierwszy rzut oka wydawała się osobą nie mającą żadnych życiowych problemów. Już podczas pierwszej rozmowy oświadczyła, że lubi jeść i to jeść wszystko. Próbowałem sklasyfikować, nazwać zanalizować tzw. preferencje smakowe, a także dowiedzieć się w jakich sytuacjach je, z jakich powodów. Zadawałem dziesiątki pytań: czy ma zwyczaj jeść w czasie oglądania telewizji, gdy nie zauważa się jak szybko opróżnia się talerzyk, czy napełnia go ponownie, mając cały czas wrażenie że jest głodna. Czy w okresie przedmenstruacyjnym odczuwa kompulsywne przypływy wzmożonego łaknienia…

Na wszystkie te pytania słyszałem jednakowo brzmiące odpowiedzi: nie, nic takiego nie ma miejsca, nie, to mnie nie dotyczy…

Pytałem dalej; czy uwielbia słodycze i czy musi je jeść, bo w przeciwnym przypadku czuje się niechciana, nielubiana, niepewna wszystkiego. Pytałem czy je w okresach depresji. – Nie, nic takiego nie ma miejsca…

Nie dawałem za wygraną. Przedstawiłem jej program diety ,,1000 kalorii dziennie”, poleciłem Redusan. Umówiliśmy się, że będzie zapisywała co je, obliczając skrupulatnie kalorie, a także uczestniczyła w zajęciach naszej grupy ludzi zaokrąglonych. Gdy na koniec doszło do dokładnych pomiarów wagi, obwodów talii i bioder, pomiaru krwi itd., podczas mierzenia ciśnienia zauważyłem mnóstwo sińców. Zacząłem panią Krystynę ostrożnie wypytywać o przyczyny powstania sińców. W pierwszej chwili zareagowała agresywnie, zaczęła nawet na mnie krzyczeć. Dopiero w trakcie rozmowy nieco się uspokoiła, a ja próbując wzbudzić jej zaufanie, tłumaczyłem dlaczego pragnę dociec prawdy. Że naprawdę nie chodzi o prymitywne zaspokojenie ciekawości. W końcu wykrztusiła, że mąż ją bije…

W ten sposób doszliśmy do ustalenia najważniejszej przyczyny z powodu której pani Krystyna ustawicznie jadła. Czyniła to po prostu, aby stworzyć coś w rodzaju pancerza, bariery, tarczy przeciwko agresji małżonka. – Coraz trudniej było mu walić mnie … – przyznała z niejaką dumą, a po chwili… rozpłakała się. W stosunku do małżonka ma mieszane uczucia, raz macierzyńsko-opiekuńcze kiedy indziej wydaje jej się, że go kocha. Wszystko to sprawia, że wciąż nie podejmuje decyzji o definitywnym rozstaniu. Że stoi na rozdrożu, nie wiedząc co robić, ani na co się zdecydować. Póki co je i je, zyskując ułudę spokoju, namiastkę względnego bezpieczeństwa.

Próbowaliśmy wspólnie analizować sytuację, przyczyny, warianty rozwiązań. Okazało się, że pani Krystyna dominuje intelektualnie w małżeństwie. Małżonek – jak to czasami bywa – czujący, że jego pozycja jest zagrożona, z mnóstwem kompleksów, potwierdzał swoją męskość zachowując się jak „damski bokser”. Kompensował swoje braki, z których jak widać zdawał sobie sprawę. Ustaliliśmy, że nie tędy droga. Szanowny małżonek został wezwany na rozmowę z pracownikiem socjalnym, z psychologiem, a potem ze mną.

Podczas rozmowy na zimno rozważone zostały wszystkie aspekty konfliktu, możliwe drogi wyjścia i alternatywne rozwiązania bez uciekania się do rękoczynów. W trakcie rozmów małżonek zobowiązał się do innego postępowania.

Po okresie kilkutygodniowej próby pani Krysia odkryła, że w domu jest spokojnie, a małżonek zmienił się na tyle, że zaczął ją zupełnie inaczej traktować. Pani Krystyna ze swojej strony próbowała również dopasować się do zmieniającej się sytuacji, zrzucając po ok. półtora kilograma tygodniowo. W ten sposób szybko utraciła pierwszych 18 kg. Zaczęła także trenować. W końcu doszło do tego, że w środku lata zaczęła uczęszczać na publiczną plażę ubrana w kostium kąpielowy. Przestała się wstydzić swoich kształtów, siniaki zniknęły.