Jak jedzą inni

diet-695723_960_720

Amerykanie: Amerykanie nie są jednolici etnicznie i zachowują w różnych grupach narodowościowych tradycję pierwszych emigrantów. W Chicago na Milwaukee St. można w polskiej restauracji zjeść dobrego schaboszczaka, polską kiełbasę i bigos, a w China-Town typowe chińskie potrawy. Nowo przybyłe rzesze europejskich emigrantów w latach 20-30, po okresie nędzy przeżywanej w swoich krajach, dorabiały się szybko w Stanach Zjednoczonych, jako ewidentną oznakę zamożności demonstrując zwiększoną wagę ciała.

Ameryka szybko stała się społeczeństwem ludzi otyłych, przy czym nadwaga występowała najczęściej wśród ludzi o niskim poziomie wykształcenia i niskiej pozycji społecznej (60% Murzynek w Stanach jest otyłych). Szczególnie źle przystosowane grupy narodowe, takie jak Indianie w Arizonie (Pima – Indianie są otyli w 93%, u 56% występuje cukrzyca), Eskimosi oraz częściowo Hiszpano-Amerykanie (mieszanka indiano-hiszpano-amerykańska) wykazują niezwykle wysoki procent otyłości, jedzą najprostsze i najtańsze artykuły tzw. ,,junk-food” (chrupki, czekoladki, cukierki, chipsy), równocześnie piją alkohol i nie uprawiają żadnych sportów. W ostatnich latach jednak wzrosła kultura jedzenia, a wraz z nią maleje liczba zawałów, chorób serca, zatorów mózgu, cukrzycy i nadciśnienia. Poniższe tabele ilustrują zmiany kultury jedzenia, zachodzące w Ameryce.

Europa: W Europie sposób jedzenia zależy w dalszym ciągu od położenia geograficznego. Eskimosi z Grenlandii (która należy do Danii jedzą bardzo dużo tłuszczu. Jest to jednak tłuszcz z fok i ryb, zawierający tzw. omega nienasycone kwasy tłuszczowe (czyli Tran lub EPA – po angielsku: Eicoso-pantoenic-acid). Kwasy te okazały się zapobiegać zlepianiu się płytek krwi i tworzeniu zatorów – stąd według duńsko-grenladzkich lekarzy zawały serca wśród rdzennej ludności Grenlandii są prawie nieznane. Ciekawe, że równie rzadkim zjawiskiem są zawały serca na południu Europy w Prowansji (Francja) czy też na Krecie. Ponieważ mieszkańcy Grecji na wyspach morza Śródziemnego wykazują niezwykle niskie stężenie cholesterolu we krwi, przypuszcza się, że zależy to od wpływu oliwy z oliwek, spożywanej w dużych ilościach. Południowa Francja także wykazuje niską częstotliwość zawału serca i trochę niższą częstotliwość otyłości w porównaniu z północnymi regionami Francji i reszty tej części Europy. Powszechnie dyskutuje się tzw. ,,paradoks francuski” – tzn. fakt, że mimo nieprawidłowego jedzenia i dużego spożycia alkoholu, kraje śródziemnomorskie mają mimo wszystko niższą częstotliwość zawałów serca i chorób naczyń niż północna część Europy. Tłumaczy się to obecnością antyoksydantów w winie, a szczególnie w winie czerwonym, największe zaś stężenie antyoksydantów znaleziono właśnie w pestkach winogron.

Na początku lat sześćdziesiątych ogłoszono pierwsze wyniki statystyczne z Finlandii. Okazało się, że Finowie przodują jeśli chodzi o zawały serca i choroby układu krążenia. Okazało się  również, że Finowie jedzą bardzo dużo tłuszczu, a bardzo mało witamin. Ogłoszono alarm. Zorganizowano tzw. program Karelski, docierano do najbardziej zagubionych w lasach osad drwali i farmerów z informacją i niskotłuszczowymi produktami. Po 15 latach ogłoszono wyniki i okazało się, że liczba zawałów serca i liczba zgonów z powodu chorób układu krążenia obniżyła się poniżej przeciętnej europejskiej.

Najniższą częstotliwość zawałów serca, cukrzycy i nadciśnienia zanotowano w Europie w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej. W Polsce świeże dane statystyczne podają obniżenie liczby zawałów serca w związku ze zmniejszeniem spożycia tłuszczu w czasie stanu wojennego lat osiemdziesiątych. Doświadczenia Finlandii -bodaj byśmy mogli przenieść do Polski. Polska i Węgry przodują w tej chwili jeśli chodzi o częstotliwość zawałów serca i raka. W gazetach znacznie częściej można znaleźć reklamę papierosów niż ważną informację o żywieniu. W codziennej prasie pojawiają się tysiące ogłoszeń, zapewniających samoistny spadek wagi ciała, byleby tylko naiwny, zaokrąglony delikwent – ofiara nieuczciwej reklamy, spożywał jakieś tabletki z glonów, z chromem, jodem, z ziółkami chińskimi, ziółkami polskimi i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze zamiast rozsądnej informacji o żywieniu i ruchu!

Finlandia „przodowała” kiedyś w częstotliwości raka jelita grubego. Zauważono jednak uderzającą zależność między częstotliwością występowania tego typu raka, a zawartością selenu w roślinach i glebie. Zaczęła się kampania selenowa. Selen wszedł w skład mieszanek witaminowych, a w niektórych regionach, szczególnie ubogich w selen, zaczęto go dodawać do soli, tak się również dodaje związki jodu. Profesor Adlerkrantz z Helsinek studiował problem rozprzestrzeniania się raka w Finlandii i w Rosjii i doszedł do wniosku, że częstotliwość występowania raka wzrasta w rejonach gdzie mieszkańcy przestawili się z tradycyjnego chleba żytniego na chleb pszenny. Od tej konstatacji do praktycznych działań już tylko krok w kierunku zapobiegania rozwojowi raka. Profesor zaczął lansować hasło powrotu do chleba żytniego i zapraszał wielu naukowców aby im przedstawić swoje teorie oraz dać do spróbowania tradycyjny fiński żytniak.

Obserwacje przypominają zresztą te poczynione wśród Aborygenów z Australii, tubylców z Melanezji, Nowej Gwinei, Indian Amerykańskich, Eskimosów z Kanady. Przestawienie się z tradycyjnego jedzenia na żywienie międzynarodowe (czego symbolem jest amerykański MacDonald, Coca-Cola, chipsy, chrupki, czekoladki Mars itp.), amerykańsko-zachodnioeuropejskie, doprowadziło do spustoszenia i średnia długość życia jest tam około 10-15 lat krótsza niż w Szwecji czy też w Japonii, a zachorowalność na zawały serca, choroby układu krążenia, cukrzycy, nadciśnienia jest kilka do kilkunastu razy wyższa. Powrót do tradycyjnej diety oznacza wydłużenie życia i powrót do zdrowia.

Dwaj lekarze brytyjscy, pracujący w Kenii, zaobserwowali wśród szczepów afrykańskich rzadkie występowanie raka, zawału serca nadciśnienia i cukrzycy. Po przeanalizowaniu wszystkich możliwych czynników doszli do wniosku, że najbardziej charakterystyczną cecha rdzennej ludności w Kenii było niezwykle duże spożycie pokarmów o dużej zawartości błonnika. Po ogłoszeniu wyników badań porównawczych (dieta europejska i afrykańska) zaczęli lansować zwiększone spożycie pokarmów błonnikowych (Dietary fibers). Europę i Amerykę ogarnął szał błonnika, a spożycie jarzyn gwałtownie wzrosło. Zwrócono równocześnie uwagę , że np. spożycie czystego soku pomarańczowego powoduje natychmiastowy wzrost poziomu cukru we krwi, natomiast spożycie soku wraz z miąższem z pomarańcz powoduje łagodny, powolny wzrost poziomu cukru – niegroźny dla organizmu, niegroźny dla cukrzyków i nic dziwnego, że błonnik w oczyszczonej postaci (Guar, Glukomannan) wprowadzono do leczenia cukrzycy, zalecając pacjentom wprowadzenie do diety zwiększonej ilości jarzyn i owoców bogatych w błonnik (pektyny).

Niestety w Polsce brakuje ryb i dobroczynnych efektów n-3 kwasów tłuszczowych (jak wspomniałem uprzednio chodzi o EPA n-3 kwas Eicosopentoenowy) – obniżających powstawanie zakrzepów i LDL czyli tzw. złego cholesterolu, podczas gdy ilość dobrego cholesterolu się zwiększa). Brak ryb powetować można spożywając tran w płynie lub tabletkach pamiętając jednak o kaloriach (1 gram tłuszczu to zwykle 9 kcal, dotyczy to tłuszczów w płynie i w stanie stałym, zarówno roślinnych jak zwierzęcych). Ryby są stosunkowo niskokaloryczne, szczególnie dorsz i tuńczyk.